Szukaj

W STRONĘ KORZENI ŚWIĄTECZNYCH ZWYCZAJÓW

sebastian, 14.11.2020
W STRONĘ KORZENI ŚWIĄTECZNYCH ZWYCZAJÓW

Od dłuższego czasu chodził mi po głowie pomysł stworzenia świątecznej edycji świec. Bardzo zależało mi jednak na tym, by nie pójść w kliszę i nie dublować zapachów, od których już i tak w okresie okołoświątecznym uginają się półki. Pewnie kojarzycie te wszystkie świece o zapachu piernika czy sosny. To zdecydowanie nie mój kierunek. Chciałem odejść od popkulturowej i mocno konsumpcyjnej otoczki, która wchłonęła oryginalne historie i zwyczaje związane z Bożym Narodzeniem i mocno je przekształciła. Szukając inspiracji dla zapachów, starałem się w pewnym sensie zajrzeć głębiej, wrócić do korzeni i wyciągnąć na światło dzienne dawno zapomniane opowieści. I tak w końcu narodziły się pomysły na dwie świece GREYHOUND CANDLE, o których chciałem trochę więcej opowiedzieć – WINTER’S NIGHT i ORANGE BALLS.

Moim celem było stworzenie zapachów, które w symboliczny sposób będą odwoływać się do Świąt Bożego Narodzenia, ale jednocześnie będą na tyle nieoczywiste, że będzie można korzystać z nich w całym okresie jesienno-zimowym, czy nawet w zupełnie innym momencie roku, o ile tylko będziecie mieć na to ochotę. Chłodne, długie, zimowe wieczory to zdecydowanie moment, gdy sięgnięcie po świece może być dobrym pomysłem. W końcu przeważnie spędzamy wtedy znacznie więcej czasu w mieszkaniach i warto go jak najlepiej celebrować. W tym roku w ogóle sytuacja jest szczególna, bo ze względu na pandemię, prawdopodobnie większość z nas będzie jeszcze mocniej eksplorować domową przestrzeń – w końcu ograniczenie kontaktów jest teraz przejawem odpowiedzialności społecznej. Zdajemy sobie też sprawę, że do części rodzinnych spotkań świątecznych może nie dojdzie. Ale zapach może przywołać w nas wspomnienia z poprzednich lat, otulić, ukoić, zrelaksować. Mam nadzieję, że tak właśnie podziałają świece, które stworzyłem.


Pierwsza z nich – WINTER’S NIGHT – to sensoryczna wariacja na temat wielokulturowego dialogu. Gdy wybierałem każdą z nut zapachowych, zależało mi na tym, by nawiązywały one symbolicznie do różnorodnych obszarów geograficznych. W końcu znane nam bożonarodzeniowe tradycje, rytuały i zwyczaje, które kultywujemy, a także smaki i zapachy kojarzące się nam z świętami są na dobrą sprawę efektem przenikania się licznych kultur.



Punktem wyjścia była dla mnie płyta Stinga „If on a Winter's Night...” wydana w 2009 roku. Zainspirował mnie sam koncept – Sting zebrał pieśni z kilku krajów, stworzone przez wielu artystów i w różnych okresach historycznych. Dużo tu muzyki dawnej i ludowej, kolęd i pastorałek. Z tym, że Sting postawił na nietypowe aranżacje, czerpiąc z jazzu, bluesa, rocka, ale i odwołując się m.in. do muzyki Bliskiego Wschodu, przypominając nam, że to właśnie z tamtych rejonów przywędrowało do nas chrześcijaństwo.

To niesamowita płyta, bardzo różnorodna, a jednocześnie wewnętrznie spójna. Znajdziemy tu choćby utwór „Christmas At Sea” bazujący na wierszu Roberta Louisa Stevensona (do którego Sting skomponował muzykę), tradycyjną, baskijską pieśń „Gabriel’s Message”, niemiecką kolendę „Lo, How a Rose E'er Blooming” czy „Soul Cake” – angielską „pieśń żebraków”. Również zastosowane instrumentarium może zachwycać. Najczęściej na płycie słyszymy kontrabas, ale znajdziemy tu również m.in. perkusję, organy, harfę, gitary, trąbkę czy lutnię.

Dlaczego akurat ta płyta okazała mi się bliska? Muzyka, szczególnie ta często przekazywana z ust do ust, wielopokoleniowa, tradycyjna, zawsze była istotną częścią mojego życia. Dorastając, śpiewałem w różnorodnych chórach. Miałem okazję występować m.in. z cenionym włoskim zespołem Mrciologus, który sięga po średniowieczną muzykę pielgrzymkową. Przez wiele lat pomagałem przy organizacji Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Dawnej „Pieśń naszych korzeni” w Jarosławiu. W trakcie wydarzenia twórcy z całego świata prezentują muzykę sprzed wieków, uwzględniając zarówno tradycje ludowe i sakralne, jak i konfrontując je ze zjawiskami obecnymi we współczesnej muzyce i sztuce.

Dla mnie zarówno muzyka, jak i zapachy są pewnym łącznikiem z duchowością. Od zawsze fascynuje mnie też synestezja, w ramach której przenikają się różnorodne doświadczenia zmysłowe. Dlatego zależało mi na tym, by w ramach świecy WINTER’S NIGHT odwołać się nie tylko do zmysłu węchu, ale także słuchu oraz zapewnić wam wyjątkową przyjemność wizualną. Do współpracy przy tworzeniu etykiety zaprosiłem ponownie Anetę Klejnowską – niesamowicie zdolną polską ilustratorkę, która ma już na koncie współpracę z GREYHOUND CANDLE. Po zapoznaniu się z całą tą historią, nie powinno być dla was zaskoczeniem, że na etykiecie pojawia się nic innego jak instrumenty muzyczne.

W WINTER’S NIGHT można wyczuć kardamon, bergamotkę, lukrecję, imbir, gałkę muszkatołową, liść herbaty, jaśmin, wanilię i cynamon. Jest to więc zapach wyjątkowo bogaty, korzenny, z lekko wyczuwalną słodyczą. Rozgrzewa, ale też na swój sposób uzdrawia, oczyszcza. Chciałem symbolicznie umieścić w nim nuty zapachowe związane z przyprawami czy roślinami, które mają działanie prozdrowotne, przeciwzapalne. W końcu w tym roku naznaczonym tak wieloma globalnymi kryzysami tego uzdrowienia będziemy szukać w różnych kontekstach – i całkiem dosłownym, i bardziej przenośnym. A przecież prawdziwą ideą świąt jest właśnie odnajdywanie porozumienia, miłości, więzi, otwarcie się na drugiego człowieka i radość, która się z tym wiąże.


Druga z moich propozycji to zapach ORANGE BALLS. Bezpośrednią inspiracją dla świecy był niezwykle misterny obraz Bicciego di Lorenzo przedstawiający scenę z życia świętego Mikołaja z Miry. Mowa o historii, która dała początek wielowiekowej tradycji wręczania świątecznych prezentów. Zależało mi na tym, by nawiązać do świętego Mikołaja, ale chciałem opowiedzieć o nim bez popkulturowego lukru. Dziś, gdy przywołujemy tę postać, mamy przed oczami korpulentnego mężczyznę, z długą białą brodą, ubranego obowiązkowo w czerwony strój i występującego w towarzystwie swoich reniferów. Obraz jakby dokładnie przeniesiony z wyświetlanej co roku w hurtowych ilościach reklamy Coca Coli. I o ile w pełni rozumiem, że ten wizerunek utrwalony w setkach przekazów może wzbudzać w nas sentyment zanurzony jeszcze w czasach dzieciństwa, o tyle poszukiwanie korzeni historii prawdziwego świętego wydaje mi się o wiele ciekawsze. A jest to historia wyjątkowo piękna, pokazująca, w czym tkwi istota dzielenia się, jaki jest jego prawdziwy sens.



Te poszukiwania są sporym wyzwaniem, bo trudno oddzielić różnorodne źródła historyczne od wielu legend, które przez lata narosły wokół świętego Mikołaja, były przekazywane z ust do ust i wielokrotnie zmieniały swoją postać. Wiemy, że Mikołaj żył na przełomie III i IV wieku i był biskupem Miry – miasta, którego historia sięga jeszcze starożytności. Zachowane ruiny dawnej metropolii znajdują się na terenie należącym dziś do Turcji, w południowo-zachodniej części Anatolii.

Najstarsze przekazy pisane o świętym pochodzą z VI wieku naszej ery. Trudno obecnie stwierdzić, jakie wydarzenia z życia Mikołaja miały miejsce naprawdę, a które są przejawem narastającej przez lata legendy. Wedle części przekazów jeszcze zanim został on biskupem, a następnie świętym, był bardzo bogatym człowiekiem, odziedziczył pokaźny majątek po zmarłych przedwcześnie rodzicach. Wedle innych – wcale nie był człowiekiem majętnym, ale dzielił się z ochotą wszystkim, co miał. Zachowało się kilka legend opiewających jego szczodrość. Jedna z najsłynniejszych opowiada o rodzinie, w której dorastały trzy córki. Czasem mówi się, że ojciec nie mógł wydać najstarszej z nich za mąż, bo nie stać go było na posag. W bardziej okrutnej i może bliższej prawdy wersji tej historii był on zmuszony rozważać oddanie najstarszej córki w niewolę, by zyskać pieniądze na utrzymanie reszty rodziny. W jeszcze innej wariacji ojciec pierwotnie był bardzo bogaty, ale również niezwykle chciwy, za co spotkała go boska kara i stracił cały majątek. W interesownym odruchu postanowił sprzedać córki do domu publicznego.

Niezależnie od tego, na której wersji się oprzemy, pojawia się w niej Mikołaj, który stara się zaradzić sytuacji i uratować córki. Zakrada się więc pewnej chłodnej, zimowej nocy do domu rodziny, by zostawić tam trochę kosztowności. Legendy mówią, że kule złota, które włożył do suszących się nad ogniem skarpetek dziewczynek przypominały kształtem pomarańcze. Ale może Mikołaj wcale nie dysponował takim bogactwem? Zostawił rodzinie po prostu to, co miał – czyli soczyste, dojrzałe pomarańcze, które miały uratować dziewczynki od głodu? Jakkolwiek nie było, myślę, że warto sięgnąć do oryginalnego kontekstu, który pokazuje, że piękno obdarowywania innych tkwi przede wszystkim w bezinteresowności. To wciąż aktualne przesłanie – nie tylko o charakterze religijnym, ale również etycznym, społecznym. 

Biorąc pod uwagę kształt tej opowieści, w ORANGE BALLS oczywiście musiałem postawić na zapach słodkich pomarańczy. Ale w świecy wyczujecie również inne nuty, głównie kojarzące się z obszarem Azji Mniejszej – w końcu na tych terenach wspominana historia miała miejsce. W nucie głowy poza pomarańczą ujawnia się więc gałka muszkatołowa i różowy pieprz. Następnie daje o sobie znać nuta serca – przepełniona wonią jaśminu, zapachami korzennymi i drzewnymi. I w końcu czas na niepowtarzalne zwieńczenie – tworzy je piżmo, wanilia, cedr i paczula oraz nuty balsamiczne. ORANGE BALLS to zapach wyjątkowo wyrafinowany, orientalny i na swój sposób bardzo zmysłowy.




Jak nietrudno zauważyć, przyglądając się opisom świec GREYHOUND CANDLE, duchowość od początku była dla mnie dużą inspiracją przy tworzeniu swojej marki. Nie tylko dlatego, że jest ona ważną częścią mojego życia, ale także ze względów kulturowych – w końcu zapachy zawsze były istotną częścią różnorodnych rytuałów, miały ułatwiać nawiązanie kontaktu z bóstwem, wprawiać w mistyczne uniesienie, pomóc przejść na kolejny życiowy etap. Dlatego nie mogłem się powtrzymać, by nie stworzyć także świec nawiązujących do bożonarodzeniowych tradycji. Oddać pewną magię świąt, radość z nimi związaną, ale wrócić też do korzeni i odsłonić pierwotne elementy i znaczenia różnorodnych zwyczajów. Zależało mi, by podejść do tematu nieszablonowo i mam nadzieję, że to się udało – że świece WINTER’S NIGHT i ORANGE BALLS wciągną was w głąb wielowątkowych historii, ale także zapewnią niezwykle przyjemne sensoryczne doświadczenia.

 


Koszyk

Twój koszyk jest pusty

Wybierz pierwszy produkt